Dziecko odwróciło główkę i wyciągnęło ręce w stronę nadchodzącego mężczyzny.
Seweryn cofnął się i przeszedł szybko, zamieniając lekki ukłon z przyjacielem.
Zaczął znów szukać mieszkania.
Szedł prostując się z całej siły woli i przybierając obojętną minę. Lecz piosenka z Carmen i wycie psa wstrząsnęły nim do głębi.
— Ach, te nerwy! — pomyślał.
Szybko wszedł do bramy, przy której widniała kartka.
Za chwilę dzwonił do drzwi parterowych, przed którymi leżała zużyta słomianka.
Drzwi otworzył mały chłopiec, njawyżej lat sześciu, dobrze rozwinięty, szeroki w ramionach, z karkiem doskonale osadzonym.
Otworzywszy drzwi, pochylił główkę, jakby oczekując wytłumaczenia.
— O mieszkanie... — wycedził Seweryn.