— Tak!... five o’clock tea19.
Rzucił wyraz angielski, posłyszany kiedyś ze sceny w teatrze, który zapamiętał i używał w razie potrzeby, co nigdy nie chybiało efektu. I teraz dosięgnął celu.
Kobieta siedząca obok niego zdawała się na chwilę przybita posłyszanym słowem.
Lecz prędko odzyskała równowagę.
— Nie wiem, czy to wygodne — wyrzekła — wolę już urządzić receptions matinales20...
Spojrzała na niego triumfująco.
On wzruszył ramionami.
— Zapewne, lecz już cały dzień jest zderanżowany21.
Pochylił się teraz nad podbitą już kobietą.
— No, cóż?... darujesz mi to opóźnienie? — szeptał miękkim głosem — wierz mi, tylko obowiązki światowe mogły powstrzymać twego koteczka; wierzysz mi? No... Leno!...