— No, korzystaj, kiedy pozwalam...
Podniosła się więc na palce i cała spłoniona, pocałowała go w klapę od jasnego żakietu, a silna woń white rose, wydzielająca się z ubrania męża, odurzyła ją do reszty.
Jak pijana zwróciła się do stołu, na którym zaczęła ustawiać talerzyk i rozkładać na nim szynkę.
Ręce jej drżały, widelca utrzymać nie mogła.
Była w tej chwili bardzo szczęśliwa.
Łzy jej oczy osłaniały mgłą wilgotną, [serce] biło w piersi bardzo żywo.
Tymczasem koteczek nałożył w eleganckie etui całą masę papierosów i z małej doniczki niezapominajek, stojącej przed obrazkiem Matki Boskiej, uszczknął gałązkę.
Gałązkę tę zatknął sobie w butonierkę i zasiadł do herbaty.
Żona podała mu filiżankę i nasmarowaną bułeczkę. Poczem, jeszcze cała zmieszana, z uśmiechem na pobladłych wargach, podsunęła mu talerzyk z szynką.
On — ze zdziwieniem poruszył umalowanymi brwiami.