— Szynka? — zapytał.

— Tak, kotku — proszę cię, jedz! — odpowiedziała nieśmiało.

— Zbytki! zbytki!... — dodał, biorąc na talerz największy różowy płatek — ale pamiętaj! gdy zabraknie — nie dodam ani grosza!... ani grosza!...

Lecz ona zaprotestowała.

— Nie bój się, wystarczy!... jedz tylko!... proszę cię!

Krzątała się koło niego, podsuwając mu cukier, masło, śmietankę.

On — nawet nie zważał na tę usłużność, snać przyzwyczajony do tej troskliwości i niewolniczej czci, jaką go zwykle otaczała.

Jadł powoli — nie śpiesząc się, odsuwając zdaleka talerz — z gracyą i manierami aktorki, o której gazety piszą ciągle, że jest „dystyngowana”. Wreszcie zapytał, nie podnosząc głowy:

— A ty?

— O! ja mam co innego — odpowiedziała kobieta.