Zmieszane głosy ludzkie, dzwonek roweru, czasem turkot furki, brzęk pod powałą tańczących much podnosił senność atmosfery.

Tuśce zdawało się chwilami, że słyszy głos Pity, to znów jakiś męski głos śmiał się serdecznie, potem ćwierkały ptaki, cichutko ozwały się skrzypce, zarżał daleko koń...

Chciała oczy otworzyć, zawołać córkę, ale sił jej nie stawało. Senność dziwna ją ogarniała.

Powietrze silne, górskie, czyste, upajało ją jak stare, kuracyjne wino.

I nagle z oddali doleciał ją warkot bębna... przerywany śmiechem, i znów warkot, a potem śmiech.

Głowa Tuśki uniosła się trochę, potem opadła w poduszki. Cała twarz młodej kobiety, oplątana złotym welonem włosów, przeświecała lekką różowością przez jasne pasma.

Próbowała odsunąć włosy z rzęsów, z twarzy. Sił jej nie stało.

Zasnęła.

VIII

Ciche skrzypnięce drzwi zbudziło Tuśkę.