Usiadła na łóżku wołając głośno:

— Pita!

Dziewczyna drgnęła. Przybrała układną minkę, lecz uśmiech tak przywarł jej do buzi, iż od razu spędzić go nie zdołała.

— Słucham mamy!

— Jak ty wyglądasz? Jak upiór? Gdzie ty byłaś? Czy chcesz wyglądać tak ślicznie, jak gaździna? Jak się w Warszawie pokażesz?... Przejrzyj się w lustrze... do czego jesteś podobna!

Pita posłuszna spojrzała w lustro i zawstydzona spuściła oczy.

Uśmiech znikał powoli, jak obłok zbyt jasny i różowy o wczesnym świcie.

— Coś ty postawiła na stole?

Teraz już Pita była zupełnie zmieszana.

Skurczyła ramionka i zaczęła wykręcać sobie palce.