— Pozwoli pani... — zaczął.
Lecz Tuśka, która zawsze miała dużo przytomności umysłu i pewności siebie, jaką się odznaczają wśród ludzi warszawianki, poczuła, że serce jej zaczyna dziwnie tłuc w piersiach i krew jej bije do głowy.
Niezgrabnie, jak spłoszona pensjonarka porwała się do sieni i torowała sobie drogę nie wiedząc, co robi.
— Przepraszam, pan mnie przepuści...
Była jednak bardzo ładna w tym strwożeniu, miała w sobie masę wdzięku i młodości.
Aktor ze zdziwieniem patrzył na nią.
Wczoraj w teatrze wydała się mu wytrawniejsza i dużo wiedząca.
— Czyżby?
Usunął rower i on jakby troszkę zmieszany.
— Proszę... bardzo proszę...