Tuśka natychmiast pośpieszyła z odpowiedzią:

— Moja córeczka nie jest za poważna, panie doktorze... ona jest tylko rozsądna. Taki jest jej układ, była taka od dziecka.

Lekarz wzruszył ramionami.

— To źle... dziecko powinno biegać, hałasować, krzyczeć, kozły wywracać.

— !!!

— Tak, tak!... ta panna rozsądna powinna jak nic kozła fiknąć na trawie. Po to przecież ją tu pani przywiozła. Blade to, anemiczne... Niech lata po słońcu, niech się opali, niech parę razy nos zbije...

Tuśkę aż dusić zaczęło z oburzenia.

— Pan daruje, panie doktorze, ale moja córka jest w tym wieku...

Lekarz przerwał jej gwałtownie:

— W jakim wieku? To jest dziecko. Wy jesteście straszni, wy z miasta. Przywozicie nam tu starych maleńkich, zwiędłe przedwcześnie kwiaty i mówicie: „Doktorze, coś temu dziecku jest”. Ależ u diabła — pewnie, że jest, i to bardzo dużo. A nie ma najgłówniejszej rzeczy, nie ma nerwu życiowego, nie ma już siły... nie ma chęci do życia.