Z góry przypatrują mu się z flegmą górale.
On, porając się z toporkiem, śpiewa:
...i nie dbam o czerwony nos,
i nie dbam, że wciąż tyję.
Lecz chwytam dzbanek w ręce me
I piję! piję! piję!...
Pijacka piosenka, śpiewana chórem po restauracjach, jak dysonans rozbrzmiewa w zapachu smreków i złocie słońca. On to czuje, lecz z chęcią już weń wrośniętą zbierania oklasków zwraca się do górali:
— Pięknie śpiewam? co?
Milczenie.
Górale nie są skorzy do pochwał.