Aktor roześmiał się wesoło.
— Głupiś! — wyrzekł — u mnie głosu starczy na całe wasze Tatry, ale nie chcę budzić tej pani, co się ciągle na mnie gniewa.
Lecz Józek uważał to tylko za wymówkę.
— Może.
Ci, siedzący tam na belkach, jęli się także z lekka uśmiechać.
Dostrzegł to aktor i porwała go zakulisowa złość.
— Poczekajcie... ja wam zatańczę zbójnickiego, niech tak który zatańczy.
W mgnieniu oka rzucił kurtkę na stos serdaków i w koszuli z surowego jedwabiu, ściśnięty pasem czarnym jedwabnym w białe kropki, zaczął na posadzce z trocin tańczyć zapamiętale, przyśpiewując klasycznie.
W murowanej piwnicy
Tańcowali zbójnicy!...