— Nijok nie będzie inoczej, ino dziewięć dziesiątek. Ten pon da i stówkę...
Od dziedzińca dolatuje ciche gwizdanie polki.
To doprowadza Tuśkę do ostateczności.
— No... dobrze... macie tu dwadzieścia guldenów!
— A wiedzom, że za obsługę osobno?
— Jak to?
— Ano... ho, mieliby my drugiego gościa, toby płacił za obsługę, a tak ino strata bez to, że wy będziecie mieszkać i od przodu, i od zadku.
— No dobrze... idźcie już tylko.
Gaździna przemyśliwa, co począć, jak tu jeszcze na razie coś wyciągnąć.
— A wiedzom... — zaczyna znowu, lecz urywa, bo instynkt jej mówi, że przeciągnie strunę.