Three...

Głosu Pity nie słychać. Miga tylko czasem jej biała sukieneczka i śliczne nóżki w błękitnych pończochach.

Poruszają się jednak leniwo, niechętnie.

Pita co chwila przystaje, opiera się o żerdzie, patrzy obojętnie na panny Warchlakowskie, które widocznie grają w piłkę „dla galerii”, to jest dla dwóch górali, wlokących się po drodze z olbrzymią belką, i dla dwóch pań, które przystanęły i patrzą w głąb placyku.

Pani Warchlakowska na Pitę przez szkła patrzy.

— Śliczne dzieciątko... ubrane gustownie... tylko...

Zawiesiła głos.

Uśmiechnęła się, jakby przeżuwała cytrynę, i wreszcie dorzuca:

— Tylko cokolwiek za krótka spódniczka.

Tuśka czuje, że jest to wywzajemnienie się za ową legendową kolację przy wincie.