— Szkandał, moja droga pani!... — syczało w powietrzu.
I zdało się, że nic nie pozostaje z piękności egzystencji, tak jakby oni wchłonęli w siebie wszystko, co wchłonąć może istota ludzka, otwarta i szczera, nie zamykająca się w skorupę pleśni i wymierzonego w dozach przyzwoitych dobra życiowego.
Rozpostarła się tylko wszechmoc pani Warchlakowskiej i cień jej werandy, na której wietrzyła swoje welwety.
A z twarzy Tuśki powoli, stopniowo świeży i gorący żar rumieńca nikł i topniał w delikatnej barwie zapadającego cicho słońca.
A na twarzyczkę Pity występowała natomiast coraz silniej, coraz wyraźniej wielka, bezbrzeżna melancholia.
XIV
Życie Tuśki ułożyło się na modłę Warchlakowskiej. Było to ciągłe ścieśnianie obręczy konwenansu, jakaś niewola liczenia się ze słowami, z gestami, kontrola, pełna niby uprzejmości, zdawanie sprawy z każdego kroku, z każdego słowa.
— Cóż droga pani dziś porabiała?
To ją witało parę razy dziennie, czy to u płotu jej chałupy, czy już od furtki, gdy wchodziła do willi radczyni.
Porzycki wyjechał na wycieczkę i Tuśkę napadła dziwna ochota dowiedzieć się, czy pojechał sam, czy w towarzystwie kobiet.