— Z czego?

— Z mondu, no! ze świata, takie jak pani, to grają ciągle, a głównie z nami...

— Jak to, i ja?

— Ach! pani — nie, bo przecież nie żyjemy ze sobą, ale gdyby się zaczął między nami romans, zaraz pani by zaczęła...

— Co?... co pan mówi?!!!

— O! o!... tylko wspomniałem o możności, a pani już włazi na koturny! Tak, tak, tylko aktorki zostawiają mi przyjemne i dobre wrażenie; to są dobre, miłe, proste kobiety...

Patrzył teraz wprost przed siebie i uśmiechał się, jakby do nadzwyczaj miłych wspomnień.

Tuśka, nie rozumiejąc dlaczego, uczuła się ogromnie dotknięta.

— Czy to z nimi tak pan się często gniewał i przepraszał? — zapytała, siląc się na obojętność.

— O... i jak często! One mają temperament, nie liczą się ze światem i mają coś żywiołowego w sobie, gdy kochają się w nas, aktorach. Kłócimy się strasznie, ale i strasznie kochamy... Jedno za drugie zginie, naturalnie na razie.