Tuśka wyprostowała się i odparła dumnie:

— Nie boję się, ale mi zimno.

— To ja pani dam swój serdak. Mnie gorąco.

— Cóż znowu? Pan się przeziębi.

Doszli już do domu i stanęli teraz przy drzwiach wejściowych... Każde z nich było oparte o ramę drzwi. Patrzyli tak przed siebie na drogę, na ciemną willę pani Warchlakowskiej, ale w gruncie rzeczy widzieli się doskonale tym podwójnym wzrokiem, jaki mają zwykle mężczyzna i kobieta, gdy są sam na sam.

— Niech pani będzie odważniejsza — zaczął znów aktor — i z sądami ludzi się nie liczy. To diabła warte! Ja to już dawno wyrzuciłem za płot i dziś cenię tylko kobiety, które mają odwagę swoich postępków. A zresztą tu, na wiledżiaturze, świat nie jest tak srogi... Tu wszyscy są na wakacjach małżeńskich, prawda?

Śmiał się, wciągał w płuca zimne, trochę wilgocią przesiąkłe powietrze.

— U nas za kulisami inny świat, inna moralność. Daję pani słowo! Kobiety stanowczo lepiej umieją kochać i są szczersze.

— Aktorki?

— Tak, tak! Ja to mówię z doświadczenia. Lubię się kochać w aktorkach. U nich nie ma ani odrobiny pozy w pożyciu domowym. A wie pani dlaczego? Tak się wygrają na scenie, że odpoczywają w domu. A damy z mondu...