— Byłem dwa lata na wydziale prawniczym — mówił znowu aktor — ale rzuciłem to w kąt. I strasznie z tego jestem rad.
Odwrócił się ku Tuśce i zapytał jej tryumfująco:
— Pani się dziwi, że ja byłem na prawie?
— Trochę.
— Niby dlaczego? Czy dlatego, że poszedłem do teatru zamiast zostać adwokatem? To nic dziwnego. Ja zawsze lubiłem swobodę. Tak, jestem lieber Baron. Źle mi... zabieram manatki, pak i noga! A jakże! Co mnie wiąże? Cygan jestem... co?...
Był jasny i wesoły ten Cygan w ubraniu cyklisty z ładną falą włosów, w angielskich pończochach i woniejący dobrą kolońską wodą. Złote plomby świeciły mu się chwilami w zębach jak gwiazdeczki.
Tuśka jednak próbowała zaprotestować.
— Och!... swobodny! To się panu zdaje. A potem, czy panu nie żal?...
— Czego? adwokatury?
— No... tak!