Skrzywił się i wzruszył ramionami.

— Pani nie czuje piękności takiej nocy. Szkoda, ale na to, aby czuć, trzeba się podkochiwać. — I nagle bez namysłu rzekł: — Niech się pani zakocha.

Tego już było nadto.

Tuśka cofnęła się w sień.

— Pan się zapomina. Ja mam męża.

— No to niech pani kocha się w mężu... Albo co lepsze... niech pani się we mnie zakocha.

Rzucił to głosem rozbawionym, wesołym i zadźwięczało to słowo w srebrze księżyca samo jak ton srebrnej struny z niewidzialnej harfy.

Tuśkę zdławiło coś w gardle, lecz instynktem czuła, iż należy żartować, aby milczeniem nie upoważnić mężczyzny do sądzenia, iż propozycję jego bierze na serio.

— Przed chwilą powiedział pan, że nie jestem zdolna nawet do flirtu — wyrzekła trochę drżącym głosem.

— Tak, do flirtu nie, ale do miłości... kto wie!...