Pierwsza jej myśl pobiegła w kierunku Porzyckiego. Ogień uderzył jej do skroni. Jakże się to działo? Dlaczego zasnęła, myśląc o nim i o jego swobodnej mowie, o jego pociemniałych nagle źrenicach, i budzi się z tym samym wrażeniem?
Wstała z łóżka powoli, jakby znużona fizycznie. Zaczęła jednak bardzo starannie obmyślać tualetę dzisiejszą. Aby usprawiedliwić się w tej staranności, wyjęła i dla Pity nową sukienkę pąsową z kufra. Krepon purpurowy, ozdobiony szerokim, gipiurowym, szarym kołnierzem miał stanowić śliczny kontrast z delikatną urodą dziecka. Szare pończoszki i buciki dopełniały stroju. Sama Tuśka zaczęła przywdziewać biały pikowy kostium, doskonale skrojony i uciążliwie pomyślany. Pita zarumieniona i rada z możności ustrojenia się, ze szczególną dbałością rozczesywała swoje złote, długie włosy. Jakieś tchnienie kobiecej, miękkiej staranności o własne piękno aż przepełniało pokój. Tuśka, siedząc przed lustrem, zapiekała karby włosów, które zaczesywała według mody na czoło. Troszczyła się o to, iż opaliła się trochę. Postanowiła nie używać więcej irysowego kremu jako podkładu do pudru, aby nie dać więcej sposobności pannom Warchlakowskim nazywania jej „starą aktorzycą”.
Chociaż...
Tylko to słowo „stara” raziło ją teraz, bo to drugie — to „aktorzyca”, nie zdawało się jej znów tak obrażające. Wszak według Porzyckiego te kobiety miały pewną wartość wewnętrzną, bo — jak mówił, były szczere.
Ręka Tuśki z żelazkiem opadła na stół zastępujący tualetkę.
— Szczere?
Tak. Lecz czym manifestowały tę swoją szczerość? Czy tym, że oddawały się takiemu Porzyckiemu bez zastrzeżeń, że nie kryły się ze swą miłością, że nie walczyły z poczuciem obowiązku, tylko były... szczere...
Czy to go w nich tak zachwycało? Ileż jednak musiał już mieć kochanek ten człowiek! Mówił o nich jak o legionie lub o klombie kwiatów, który niegdyś widział. Dzielił je na dwie kategorie: aktorki i damy z mondu. Były dla niego zbiorową masą. Niczym więcej... Jakie to dziwne i straszne.
Pierwszy raz w życiu Tuśka tak bezpośrednio zetknęła się z możnością miłości jakiejś innej niż ta, o której słyszała. Jak karty w pasjansie, tak były podzielone kochanki Porzyckiego. A może i nie kochanki, może flirty...
To znów przecież nie jest tak zdrożne i to utarte, głupie, szablonowe słowo, które brzęczało często koło uszu Tuśki, zaczynało obecnie przyoblekać jakieś kształty. Czy wczorajsza jej rozmowa z Porzyckim była właściwie flirtem? Chyba — nie. Wszak on twierdził, że ona do flirtu nie jest zdolna. Ale za to do...