— Że pani jest taką, jaką pani jest. To musi przecież zmęczyć.

Tuśka spojrzała na niego zdziwiona.

— Jakaż ja jestem?...

Aktor głową kiwał.

— Ja już wiem... Pani jest sztuczna. A pani mogłaby mieć naturalną, szczerą duszę i naturalne, szczere rumieńce... Pani woli się różować i być nienaturalną moralnie. Zrozumiała mnie pani?...

Tuśka czuła, że jest dziwnie zgnębiona.

— Proszę pana... — zaczęła.

Lecz on nie dał jej dokończyć.

— Niech się pani nie obraża, bo ja pani prawdę mówię... a za prawdę tylko głupcy się gniewają.

Nagle Pita powstała i dyskretnie usunęła się z werandy.