Aktor patrzył na nie zdumiony.

— A to co za Wersal? — zawołał z podziwem. — Między matką a córką jakieś „przepraszam”! Mamę chwyta się za szyję, raz dwa... całuje w oczy, w nos, w uszy, w ręce... i po krzyku...

Tuśka przygryzła usta.

— Co pan mówi!... co pan mówi!...

— Mówię, co wiem...

Przypatrywał się przez chwilę matce i córce.

— To dziwne! — wyrzekł po chwili.

— Co dziwne?

— Nic. Skoro dobrze wszystko zrozumiem, to pani powiem, co mi się dziwne wydaje. Ale na dziś tylko pani powiem, że ja pani nie zazdroszczę...

— Dlaczego... i czego?