— Pan daruje, ale my nie mamy zwyczaju demonstrowania swych uczuć hałaśliwie na zewnątrz.
Aktor klasnął w ręce.
— No... no... więc... nie kijem, to go pałką. Dowód jeden, że skrywacie swoje przywiązanie, bo przecież musicie się kochać? co?...
— Pan chce mnie uczyć wychowania dzieci?
— Widocznie, że znajduję potrzebę.
— A dużo pan w swoim życiu dzieci wychował?
— Racja fizyka... Nie chowałem, dzięki Bogu, ani jednego.
— No... więc...
— Co? co?... ale sam byłem cudownie, szczerze, doskonale wychowany...
Tyle było dźwięku w jego głosie, jakiś zachwyt, wzruszenie, coś porywającego, że to jak fala ciepła oddziałało na Tuśkę.