— Trudno... przy tym głowa mnie boli.
— Więc nie pojedziemy?
— Zdaje się, że nie.
XVIII
A jednak — pojechali.
Kiedy po południu aktor przyszedł pod okno i zaczął nudzić, molestować, prosić, przymilać się po dziecinnemu, Tuśka nie miała już siły się oprzeć. Przed sobą jednak starała się, jak mogła, wytłumaczyć.
— Robię to dla Pity. Skoro już nie ma towarzystwa panien Warchlakowskich, musi choć tak się rozerwać.
Tłumaczyła sobie tak owo ustępstwo, nakładając kapelusz. Przed chatą czekała „dorożka”. Dwa chabety zaprzęgnięte do ohydnego pudła obitego welwetem. Wyrostek w serdaku trzaskał z bicza i wiązał coś kawałkiem sznurka przy uprzęży.
Tuśka i Pita pod wzrokiem badawczym a przeszywającym rodziny Warchlakowskich wsiadają do dorożki. Porzycki z rowerem stoi obok i rozmawia z wyrostkiem. Mimo woli Tuśka spogląda ku willi. Spotyka ironiczne, złe ślepia. Doznaje wrażenia, jakby ją ktoś uderzył po oczach. Siada do dorożki i woła na wyrostka:
— Jedźmy!