„Mój najdroższy!...”
Dalej czytać było trudno. Kolory kartki mieniły się i utrudniały rozpoznawanie liter.
Tuśce zrobiło się czegoś przykro. Ta kartka to było wtargnięcie obcej kobiety w ich słoneczne, miłe sam na sam. A potem radość i ten wzrok, którym Porzycki ogarniał kartkę, dowodziły jasno, jak bliską jego serca była ta kobieta.
Tuśka powstała nagle z werandy.
— Chodź, Pito — wyrzekła do córki — gorąco... kurz nieznośny.
— W chacie jeszcze goręcej! — zauważył Porzycki.
— Nie u nas. Mamy firanki. Żegnam pana.
Aktor wstał.
Wziął kartkę. Przyglądał się jej ciągle, mimo to jednak nie zapomniał o popołudniowym spacerze.
— No, a Kuźnice?...