— Proszę pana...
Tuśka wskazała na Pitę.
— No... dobrze, dobrze... już nic nie mówię, ale myślę...
Zbliżał się listonosz.
Przez balustradę podał Tuśce gazety, które jej mąż regularnie z Warszawy wysyłał, a Porzyckiemu tęczową, barwną korespondentkę.
Wielka, niekłamana radość ożywiła twarz aktora.
Zaczął czytać kartkę uśmiechnięty, rozpromieniony.
— Dobra nasza! — wykrzyknął, kładąc kartkę na stole.
Tuśka poznała od razu pismo kobiece, to samo, które czerniło się i na poprzedniej kartce.
Z trudem przez stół odcyfrowała: