— Z panią Prosiątkiewiczową pani była.

— Bo to kobieta...

— E! sensu nie ma. Kto w Zakopanem na takie rzeczy uważa? Tu panuje mądra swoboda. Cóż za grzech, że pojedziemy wypić kawę i zjeść rogalik? Dobrze... Zresztą nie będę się pytał. Po obiedzie na rowerze polecę, dorożkę sprowadzę i pojedziemy.

— Dobrze, ale ja z Pitą, a pan na rowerze.

— Po co?

— !!!

— Dla konwenansu? Co za obłuda! Czy nie miałem racji w nocy, kiedy mówiłem, że panie z mondu nie są szczere. A zresztą niech i tak będzie. Honor będzie ocalony!

— Pan ciągle szydzi z kobiet ze świata. Widocznie mamy co ochraniać i dlatego chronimy.

Aktor popatrzył na nią spod przymrużonych powiek.

— To niby znaczy, że tamte, nasze, nie mają honoru. Mają, mają, i bardzo dużo. Tylko wy chcecie mieć wszystko: i honor, i przyjemność flirtu czy tam czego... Ot co!