Pita jak w ekstazie rączki składa.
— Ach!...
Lecz on zanurza ręce w powódź słońca, w której drobna jej figurka się pławi, porywa ją pod paszki i z wionięciem spódniczek wrzuca ją do środka izby. Tam zaczyna tańczyć z nią walca, gwiżdżąc prześlicznie.
Tuśka mimo woli uśmiecha się do wirującej pary.
Ze stołu zlatują ćwiartki papieru, a między nimi i list Tuśki do męża.
„Odetchnę, gdy nie zobaczę więcej tych gór obrzydłych i tego wstrętnego otoczenia, do którego nie mogę się przyzwy...”.
Fruwa kartka, fruwa w takt walca za ślicznymi nóżkami Pity, nóżkami małej baletniczki, osnutej w błękitne pończoszki i obutej w białe sznurowane buciki.
XXI
Koło wodospadów staniemy!...
— Dobrze! Zdaję się na pana. Ja nie mam pojęcia, jak się to dzieje.