Mąż zapytuje ją czasem: „Nie zimno ci?” — tonem obojętnym, zapinając szczelnie swoje palto pod szyję, ale któż zdoła oddać słodycz tego tonu troszczącego się o nią jak o małe dziecko.

— Nie, nie, ciepło mi!... dziękuję!

— A spało dobrze?

— Dobrze!

— A śniło o mnie?

Rumieniec oblewa twarz Tuśki.

— No... no...

— Tak!

— To ślicznie. A teraz — do słońca!...

I znów biegną, zlatują na dół, wreszcie zatrzymują się koło wielkich głazów, przy których drzemią trawy.