— Tym lepiej!...

Ucieszył się.

— Jaka pani dobra — dziękujemy pani!

— Kto — „my”?

— Ja... reżyser, i słońce — primadonna.

Mają już wybiec na szczyt ścieżki, skąd widać Morskie Oko.

Zatrzymuje ją i otula troskliwie. Zapina apokaliptyczne zwierzę, obciąga rękawy żakietu.

— Jak się to ubrało... — mówi — jak na spacer po Nowym Świecie. Przeziębi mi się, zachoruje.

Jest tyle czułości w jego głosie, że Tuśkę ogarnia nie znane jej uczucie.

Nikt do niej tak nigdy nie mówił.