Te oczy mają w sobie tyle nieokreślonego wyrazu, iż Tuśka rzuca w stronę sieni grzeczne i obłudne:

— Tak! za pół godziny!... Dziękuję panu!...

XXIII

Powracają w zupełnie innym nastroju, niż jechali poprzednio.

Jeden Porzycki zachowuje równowagę. Nie zrywa jednak kwiatów i nie stroi powozu.

— Nie należy się powtarzać w efektach — mówi, śmiejąc się, do Pity.

Mała jest ciągle nadąsana i choć pokrywa to nadąsanie wrodzoną grzecznością, niemniej czuć przecież niechęć do tej wycieczki, na której była odsunięta od uczestniczenia w najpiękniejszej jej części.

Tuśka czuje wybornie ten stan usposobienia córki.

Słowa Porzyckiego, wypowiedziane do niej nad stawem, kiełkują teraz z coraz większą siłą.

— Tak, dziecko obowiązku! — myśli — on miał słuszność.