W wykrotach wdzięczą się przytulone do nich dzwonki, gencjany kiśćmi ku ziemi się chylą.
— Chodź, Pito!... pójdziemy się przejść — mówi Tuśka do córki.
Mała odpowiada uprzejmie:
— Dziękuję mamusi. Ja posiedzę w powozie.
— Dlaczego? głowa cię boli?
— Trochę!
Och, Pito.
Co ci to?
— deklamuje Porzycki.
Ale Pita nie raczyła się uśmiechnąć. Stuliła usteczka, żakiet narzuciła na ramionka, wyciągnęła nóżki i jak mały sfinks siedzi, patrzy i milczy.