Tuśce robi się bardzo smutno i przykro. Czyżby Pita czuła inaczej, czy tylko kłamstwem wykrętnym usprawiedliwia się przed Porzycką.

Cała ta scena jest jej niewymownie przykra. Szybko kończy się ubierać i wychodzi na werandę.

Pita siedzi na kolanach Porzyckiej i słucha, matka aktora mówi do niej łagodnie i cicho.

— My tu zawieramy bliższą znajomość — mówi z uśmiechem Porzycka do zbliżającej się Tuśki.

— Ale ona jest ciężka... Jakże można...

— Nic, nic.

— Pito, zejdź z kolan.

Pita posłusznie zsuwa się z kolan Porzyckiej.

— A ta panienka przyznała mi się, że ma tam w głębi jakiś żal, czy coś takiego, jeszcze z wycieczki...

Tuśka przybiera z przyzwyczajenia lodowaty wyraz twarzy.