— Pita się zapomniała! — mówi z wyniosłością odpowiednią dla monarchini karcącej damy dworu — zachowała się niewłaściwie i bez taktu. Dziwię się, że o tym mówi.
Osoba zachowująca się „bez taktu” kraśnieje jak wiśnia i drepce na miejscu w swych ślicznych, białych bucikach.
Porzycka patrzy na matkę i córkę w dziwny jakiś, trochę litosny sposób. Nie wie sama, jak wybrnąć z tego obustronnego chłodu, który ku niej od tych obu istot wieje.
Wybawiła ją z tego kłopotu Tuśka.
— Idź, Pito, do izby. Tam jest twoje mleko przygotowane. A proszę cię, wypij wszystko.
Jeden dyg, powianie białych spódniczek, szarych pończoszek, złotych włosków i Pita ginie jak małe zjawisko.
Tuśka siada naprzeciw Porzyckiej.
— To bardzo trudna do prowadzenia dziewczynka? — pyta Porzycka.
— Nie — mówi Tuśka — jest bardzo grzeczna, uprzejma, ładnie ułożona i rozsądna. Po raz pierwszy wyszła z zakreślonej drogi, ale... niech się pani nie obrazi, mam to do zawdzięczenia panu Porzyckiemu.
— Lulusiowi?