— Tak.

— W jaki sposób?

— Tak ją rozbawił, rozpuścił, rozdokazywał, że poznać jej nie mogłam.

— Ależ... tym lepiej.

— Daruje pani!

— Co?... Dziecko powinno być dzieckiem, to jest wesołością, tchnieniem gorącym, śmiechem, temperamentem. Inaczej to starość przedwczesna. To straszne.

— Moje dzieci są chowane inaczej.

— To źle! źle!...

Z pewną żywością ujęła Tuśkę za rękę.

— Starsza jestem, mam prawo dać pani pewne wskazówki. Na rozum, na takt będzie jeszcze czas. Pozwól im być sobą! Całuj, pieść, karć — ale niechaj żyją, niech żyją pełną, całą piersią! Ja tak mego syna chowałam.