— A ty, Pito, czy chciałabyś wrócić do domu? — zapytała Porzycka dziewczynki.
Pita zarumieniła się gwałtownie. Przełknęła parę razy ślinę i spojrzała z nałogu w stronę matki.
— Pita zastosować się musi do okoliczności — wyrzekła cierpko Tuśka.
— Pita się musi cieszyć, że zobaczy tatusia... — rzuciła Porzycka.
Nie było odpowiedzi.
Ile razy Porzycka wspominała o tym „tatusiu”, zawsze milczano, jakby nagle anioł milczenia przeleciał.
Czy nie chciano o nim mówić, czy nie miano co o nim do powiedzenia?
Jej syn, raz zapytany — odpowiedział:
— To zdaje się bardzo przyzwoity człowiek! — i to było wszystko.
A przecież Porzycka czuła, że ten nieobecny mąż to jest właściwie główna osoba całego dramatu, który się tu rozegrywa.