Porzycka całować zaczęła Tuśkę. W pocałunek ten chciała zmieścić wszystko to, co synowi powiedzieć nie chciała.
Więc ku Picie się zwróciła — tak jak spragniony podróżny do źródła — i gdy dziewczynka utonęła na chwilę w jej ramionach — poczuła wreszcie słabiuchne ciepło szczerego serduszka.
I zdawało się Porzyckiej, że z rzęs Pity, z długich, jedwabistych rzęs, spływało coś, jakby łzy nieśmiałe, ukryte, wydobywające się z dalekiej, groźnej głębi! Łzy Pity!
Łzy wywołane odruchem serdecznym.
A może się tylko Porzyckiej zdawało!
XXVII
Jakieś dziwne uczucie przejęło Tuśkę, gdy wracała tak z Porzyckim i Pitą z dworca po odprowadzeniu Porzyckiej. Uczuła pewną ulgę, bo w ostatnich czasach niespokojne oczy tej dobrej kobiety, zdające się ją o czymś przestrzegać, o coś prosić, odbierały jej resztę równowagi i tak już zupełnie prawie zniszczonej przez wtargnięcie w jej krąg życiowy nie znanego jej przedtem uczucia miłości.
Tuśka rzeczywiście kochała się w Porzyckim.
Tak.
Kochała się.