Bo i on także kochał siebie w niej, czując, że i ona wrażliwa jest na jego grację, wdzięk, strój, pozę, dowcip i siłę. Prezentowali przed sobą to, co mieli najkorzystniejszego, i wdzięczni byli sobie za to, że są wzajemnie dobrymi słuchaczami i widzami.

Gdy które z nich odziało się rano ze szczególniejszą starannością lub jako ludzie nerwowi czuli się en beaute dnia tego, śpieszyli ku sobie, ciągnięci chęcią pokochania siebie w uprzejmie chwalących oczach drugiego. Przybierali przy tym trochę nienaturalne pozy, zwłaszcza ona, dla której to pawienie się miłosne było zupełną nowością. On był o wiele spokojniejszy, mając ciągłą w tym względzie praktykę. Gdy nie było publiczności, aby się w niej uwielbiał, zawsze wynalazł bodaj jedną kobietę do takiego filtrowania swych doskonałości. Czynił to bez cynizmu i zupełnie naturalnie. Dlatego też był sto razy niebezpieczniejszy niż cynik rozkochany naprawdę. Starał się bowiem podniecać ciągle wyobraźnię Tuśki, przedstawiając się jej jak najkorzystniej i najpiękniej. Stąd rzeczywiście Tuśka była jak oszołomiona i zaczynała nie zdawać sobie sprawy ze swych czynów. Gdy pozostała sama, oprzytomniała na chwilę i starała się znów wmówić w siebie „przyjaźń”...

Lecz wystarczyło jedno wspomnienie jego oczu wpatrzonych w nią lub mignięcie jego sylwetki w błyskawicy myśli, aby żar opływał biedną Tuśkę i ona porywała się jak ptak do lotu...

Dokąd? gdzie?...

Sama nie wie.

Bo już zaczęła się powoli seria spotykania się oczu w jakichś porozrzucanych strzałach, które są tak silne, że aż ból sprawiają.

I zaczęła się seria spotykania rąk, wypadkowo do siebie dążących coraz częściej, coraz dłużej, coraz silniej.

A potem słowa urywane, nie wypowiedziane, zawieszone pomiędzy nimi jak puchy z kulbab na łąkach, które wicher rozwiewa.

W szklance koło łóżka Tuśki mokną jakieś kwiatki, które on jej cały dzień znosi, podaje, wrzuca na werandę, przez okna do jej pokoju...

W szklance koło łóżka Porzyckiego moknie także to jakaś śliczna róża, to trochę narcyzów, które Tuśka mu przynosi z miasta od ogrodnika.