Milczenie zaległo izbę.
Mimo woli Tuśka przypomniała sobie te pierwsze dnie, które przeżyła z Pitą w Obidowskiej chałupie. Tak samo deszcz lał, wiatr wył i drzewo skwierczało w piecu.
Tylko jego w tej izbie nie było.
Zamyka oczy, chce zapomnieć o jego obecności. Na próżno — serce się w niej kołace, w gardle ją ściska, nerwy ją szarpią.
Wreszcie słyszy jego głos:
— Ano!... Już i mnie odkopali. Jak mnie wczoraj u Płonki obsiedli, musiałem im przyrzec, że wezmę udział w jakimś tam przedstawieniu. I to wymęczyli na mnie, że grać coś będę. Szczęściem, że była i Sznapsia w cukierni — więc pomyślałem zaraz o niej...
— I... będziecie grali razem?
— Tak! może się co wybierze.
Tuśkę ogarnęło uczucie zazdrości. Zaczną się próby, schadzki, narady. Przypomną sobie dawne czasy, kiedy grywali wspólnie. Niegdyś Porzycki powiedział, że nic tak nie wiąże aktorów, jak właśnie ta wspólność scenicznych desek.
Dlatego to Tuśka podsuwa Porzyckiemu projekt monologu, ale on odrzuca i upiera się stanowczo przy sztuce.