— Mała ma talent... — zajmuje się nią dalej Porzycki. — Należy ją kształcić!

— Tak... pomyślę... — odpowiada Tuśka.

Przysuwa do siebie rysunek. Porzycki pochyla się nad nią. Czuje jego oddech; on nawzajem czuje woń jej skóry i włosów. Przez chwilę upajają się sobą jak wonią kwiatu. Przed nimi Pita gryzie usta, jakaś strwożona i dzika. Czemu się oni nią zajmują? Sprawiają jej ból! Niech ją zostawią w spokoju!

Nagle Porzycki uderza z radością w ręce.

— Mam świetną myśl!

— Co?

— Pani będzie ze mną grała zamiast Sznapsi.

— Ja?

— Ależ pani! Raz pani wzięła Laforgues’a i czytała mi jedną „complainte”. Pani lepiej deklamowała ode mnie. Zresztą w pani jest pyszny materiał na aktorkę...

— !!!