Przez strugi deszczowe na świat drży taka lampka i coś jakby nierówne, spracowane tchnienie nią kołysze.
Chwilami zdaje się, że zgaśnie...
Ulewa szumi, jak potok spieniony, i takie zimno! taki straszny ziąb!
Lampka przecież trwa, drobna, maluchna, słaba — ale trwa.
I kaszel straszny przez szpary złotych belek w nużącą wilgoć się wciska.
I widać niespokojny cień.
Do okna podchodzi, ulewy nadsłuchuje, ręce prawie składa... ku bielejącym w kącie izby poduszkom się zwraca.
Tam żali się coś bardzo nędznego, coś bardzo tragicznego i stamtąd płynie ten dech ciężki, który lampę podsyca.
Długa, straszna, deszczowa, zakopiańska noc. Strugi deszczu po szybach.
Świst wichru od hal...