Tuśka wykrzywiła usta niemiłym, ironicznym grymasem.

— Ja?...

W tym jednym słowie było tyle arogancji, powiększonej chęcią zgniecenia swej interlokutorki, że aktorka odczuła intencję Tuśki.

— Jeżeli nie, tym lepiej dla pani — odrzekła z prostotą.

W tej chwili do gabinetu wszedł Porzycki. Był wesoły, rozpromieniony, w swoim żywiole. Rozmawiał z aktorami ich językiem, każdemu mówił ty, tak samo jak i aktorkom. Przysunął się do Sznapsi i pytać ją zaczął.

— No, i cóż?... miałaś wiadomość?...

Uśmiechnęła się bardzo ładnie i miło.

— Miałam.

— I?

— Powiem ci później.