— Hej, cegok by nie było.
— Może wasz syn by poszedł po ciastka? Dostanie za drogę.
Gaździna parsknęła śmiechem.
— Mój syn? — Adyk on w Hameryce!
— No, a ten młody góral, co nam tu wczoraj pomagał rzeczy rozpakować?
— Jakowy?
— O, mamuńciu — zawołała Pita — ot, on idzie do szopy...
Gaździna wyjrzała przez okno, unosząc delikatnie firankę.
— Ten?... dy to... mój...
— No, więc...