Roześmieli się wesoło.
Na tacce stały kieliszki koniaku, które Porzycki kazał z cukierni przynieść, dużo także cukierków leżało na talerzach.
Tuśka, podniecona, uradowana powodzeniem, wypiła koniak duszkiem.
— Za nasze kawalerskie!... — śmiał się Porzycki.
Koniak wypił, brodę z krepy odrywać zaczął.
— Tak się robi!... — śmiał się rzucając krepę w kąt izby.
Gaz syczał i wiewał wachlarzami płomieni. Ktoś otworzył w górze brudne okienko. Z daleka słychać było szumiący po kamieniach potok, od gór wiał wiatr chłodny, wilgocią przesiąkły.
Kwiaty wydawały nadzwyczaj silną woń.
Tuśka wyrwała z bukietu pęk tuberoz i kilka żółtych lilii i podała tę wiązankę Sznapsi.
— Dziękuję pani! — wyrzekła aktorka.