— Dlaczego mnie pani nie wpuściła, skoro pani ubrana?...
— Bo... nie...
Zamyka drzwi na klucz, kładzie klucz do woreczka z czarnego brokatu, który razem z wachlarzem zwiesza się jej u ręki.
On w tej chwili ma wyraz twarzy jakby zawiedziony i gniewny.
— Nie zapomniała pani nic? — pyta tępo.
— Nie... chodźmy.
Spoglądają sobie w oczy. Tuśka aż doznaje bólu, tyle fluidu magnetycznego uderza w jej źrenice z oczu aktora. Szybko odwraca się i po dywanie kurytarza iść zaczyna.
— Chodźmy!...
Szept słyszy za sobą:
— Pani niedobra.