— Czy pani ubrana?

To głos Porzyckiego. Tuśka prawie już ubrana porywa się szybko.

— Nie można!

— Ja poczekam.

— Tak! tak!...

Kończy się ubierać, zaczyna drżeć cała.

— Czy teraz można wejść?

— Nie, nie!...

Za nic go tu nie wpuści. Wie, czuje, że zacznie ją całować, ona nie będzie zdolna mu się oprzeć. Ale tu, w tym pokoju, przed fotografią tego zmarłego dziecka, wśród tej atmosfery, przepojonej przywiązaniem Sznapsi, to niemożliwe, to niemożliwe!...

Wychodzi na kurytarz, obrzucona rotundą. On we fraku, w białym krawacie wygląda imponująco. W butonierce ma tuberozę. Jest bardzo piękny i świeżo upudrowana jego twarz ma dziwną przejrzystość alabastru.