— Wybornie.

— Nie miała pani tremy.

— A przy tym umie się pani ruszać, mówić w salonie. Nie tak jak nasze panie...

— Czy ma pani zamiar poświęcić się scenie?

Tuśka śmiać się zaczyna.

— Ależ nie, nie!...

Kilka dni temu to samo pytanie obraziło ją nie na żarty.

Dziś śmieje się.

Postępuje olbrzymim krokiem. Czuje się już nawet swobodną i zupełnie spokojną w towarzystwie teatralnym. Nabiera tych samych pogardliwych spojrzeń i wielkiej nonszalancji, jaka ich cechuje. Nie razi jej nawet sposób zachowania się Porzyckiego, który wyraźnie ją kompromituje, popisując się z władzą, jaką ma nad nią.

— Pani nie tańczy? — pyta jeden z aktorów.