Porzycki odwraca się szybko:
— Jak to „nie wiem”? Właśnie trzeba wrócić i przebyć pomiędzy ludźmi dzisiejszy wieczór.
Spotyka wzrok Tuśki i coś w nim przecież dostrzega z nurtującej ją myśli.
— Tak, tak... rozerwiemy panią — dodaje łagodniej — potem odwiozę i przebędziemy razem do rana na rozmowie. Ja czuwać będę, aby się pani nie bała...
Jak słodką pieszczotą, tak głos ten owiewa ją całą.
— Przyjedzie pani? — pyta Sznapsia.
— Przyjadę.
— Ale zaraz tą samą dorożką.
— Jeszcze wcześnie.
— Posiedzimy na werandzie. Zjemy lody, przeczytamy dzienniki.