Dochodzą wreszcie przez karkołomne i brudne Kasprusie do miasta.
— Idziemy na kolację? — pyta komik.
— Naturalnie — odpowiada Porzycki — trzeba się rozerwać po takiej miłej niespodziance.
Tuśkę po raz pierwszy niemile pociąga ta kolacja. Coś się z nią dzieje dziwnego. Chciałaby się przytulić do Porzyckiego, ukryć się przed tym wrażeniem i pozostać tak w spokoju i ciszy.
Sznapsia dostrzega, że suknia Tuśki ma także kilka rdzawych plam u dołu falbany.
— Ach! i pani także — mówi z odrazą.
Tuśka wzdryga się cała.
— Muszę jechać do domu, przebrać się. Nie chcę tak pozostać ani na chwilę. Pójdź, Pito.
— Ale wrócicie.
— Nie wiem...