Lecz idące dwie kobiety nie dostrzegają tych cudów, one idą jedna za drugą w swych granatowych żakiecikach i patrzą uważnie na dół na ziemię, aby ocalić nowe, śliczne, popielate buciki.
V
Doszły do domu, który jak dziwne, żółte pudełko wdzięczył się z daleka kolorowymi szybkami werandki, osłonionej lasem maluchnych choinek.
W milczeniu przeszły po deseczce, rzuconej przez rowek, i skierowały się ku sieni.
Pierwsza weszła w głąb trochę ciemnawą Pita, lecz cofnęła się i stanęła u progu.
Delikatny rumieniec pokrył jej twarzyczkę.
Idąca za nią matka zatrzymała się zdziwiona.
— Dlaczego nie idziesz? — zapytała dziecka.
Lecz ona chwilowo zdawała się wahać z odpowiedzią.
— Nie wiem... noga mnie zabolała — wyrzekła cichutko.