— Cóż znowu! Może zwichnęłaś?

— Nic, nic...

Tuśka usunęła dziecko i weszła do sieni.

Jakieś dwie postacie ciemne przylgnęły w kącie do siebie i tak były rozszeptane, iż nie widziały wejścia Tuśki i Pity.

Kobieta uczepiła się u szyi mężczyzny i coś mu mówiła do ucha, przekładała, tłumaczyła.

On tylko kiedy niekiedy potrząsał głową i z cichym chichotem całował ją raz po raz w szyję.

Jego ręka bieliła się na brązowym tle jej serdaka.

Z jej głowy spadła chustka, a ukośne światło, bijące na nich cieniutką strugą, rozświetlało jej włosy płowe złotawą, delikatną mgiełką.

Zaszyli się tak w kąt sieni pomiędzy wióry nagromadzone tu i heblowiny jak w mech, jak w trawę.

Bezpieczni byli i radzi sobie, a prości, młodzi jak dwa smreki rosnące na jednym stoku góry.