Tuśka natychmiast rozpoznała w mężczyźnie Józka, zwanego Chrobakiem, „piknego” męża gaździny.

Kobiety nie znała, nie widziała jej nigdy w chacie.

Ogarnęło ją uczucie niesmaku.

To oszukiwanie starej żony pod progiem jej mieszkania przejęło ją wstrętem.

— Idźcie stąd precz! — wyrzekła twardo.

Lecz oni nie rozpletli z uścisku rąk, tylko otworzyli drzwi do izby i weszli, cicho stąpając w swych kierpcach rozmokłych.

Wówczas Tuśka przypomniała sobie o córce i zwróciła się ku niej wzburzona:

— Chodź, Pito — możesz już przejść.

Dziecko z ciekawością patrzyło w kąt, gdzie przed chwilą stała całująca się para.

Ociągając się wchodziła do pokoju.